1. pl
  2. en

WSPÓŁCZESNOŚĆ

Pozostałości zamku w Czersku już w XIX wieku pobudzały ciekawość naukowców

i wyobraźnię artystów. Niestety, jako pierwsi za ich penetrowanie zabrali się poszukiwacze skarbów, a dzieła zniszczenia dopełniła lokalna ludność i wojsko, wywożąc materiał budowlany. W trakcie tych działań znajdowano liczny materiał zabytkowy, począwszy od ceramiki i kości, po broń i amunicję z dawnych wieków.
Wszystkie te znaleziska uległy jednak rozproszeniu.

 

W latach 1908-1914 przeprowadzono na zamku podstawowe prace konserwatorskie pod kierunkiem architekta Kazimierza Skórewicza, który reprezentował Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości. Dokonano uporządkowania dziedzińca zamkowego

i zabezpieczono ruiny przed dalszą dewastacją. Niejako przy okazji odkryto resztki budynku gotyckiego oraz pozostałości kościoła św. Piotra, nie docierając jednak do jego fundamentów. Na badaczach wrażenie zrobiły efektowne ciosy kamienne, kawałki barwnego tynku oraz srebrny relikwiarz z XVII wieku.

 

Te prace przerwała I Wojna Światowa i wznowiono je dopiero w 1927 roku. Tym trzyletnim etapem kierował Antoni Karczewski, a poprzedni kierownik, Kazimierz Skórewicz skupił się na badaniu reliktów kościoła zamkowego. Odsłonięto cały zarys jego fundamentów, natrafiając m.in. na dobrze zachowany pochówek nakryty kamienną płytą nagrobną z XIII lub XIV wieku z wyobrażeniem miecza i topora.  Z terenu dziedzińca pozyskano wiele interesujących zabytków: przedmioty z rogu i kości (w tym słynny pion do gry w warcaby), monety, ceramikę, szkło okienne, mieczyk, buławę, polewane kafle piecowe i inne. Zabytki złożono w siedzibie Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości, w Zakładzie Architektury Polskiej i Historii Sztuki Politechniki Warszawskiej oraz w lokalnej plebanii. Obaj pierwsi badacze Wzgórza Zamkowego byli architektami, ale szybko zdali sobie sprawę z konieczności przeprowadzenia badań wykopaliskowych. Podjęli więc słuszną decyzję o przerwaniu prac, by nie naruszyć nawarstwień kulturowych, i przekazać badania w ręce archeologów. Nie doszło do tego, gdyż II Wojna Światowa, wymusiła przerwanie wszelkich prac, zaś działania wojskowe ponownie przyczyniły się do degradacji czerskiego zamku.

 

Od roku 1947 pieczę nad zamkiem objęło Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości. Drobne prace porządkowe oraz pomiary wykonane przez inżyniera Wacława Brzozowskiego miały miejsce już w 1950 roku. Śmiałe plany konserwatorskie i plan badań naukowych, opracowane w tamtym okresie przez Michała Szymańskiego

z Ministerstwa Kultury i Sztuki, nie doczekały się realizacji.
Rozpoznawcze badania archeologiczne przeprowadził w 1959 roku wojewódzki konserwator zabytków Andrzej Kempisty. Wykonał on dwa niewielkie sondaże na dziedzińcu, ale nie doprowadził ich do końca z powodu dużej miąższości warstw kulturowych.

 

Planowaną (i na szczęście nie zrealizowaną ) budowę amfiteatru na dziedzińcu zamkowym poprzedziły rozpoczęte w 1961 roku szeroko zakrojone badania archeologiczne. Zlecono je Instytutowi Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie, gdzie w ramach Zakładu Archeologii Wczesnośredniowiecznej powstała Ekspedycja Archeologiczna w Czersku. Ten etap badań trwał osiem lat, początkowo pod kierownictwem Stanisława Suchodolskiego, którego w roku1965 zastąpiła mgr Jadwiga Rauhut. W skład ekipy wchodzili m.in. Teresa Kiersnowska, Jerzy Wachowski

i rysowniczka Anna Tłomakowska. Opiekę historyczną sprawował Tadeusz Lalik.

 

Badania koncentrowały się w części północnej dziedzińca, gdzie rozpoznano m.in. relikty gotyckiego i nowożytnego domu mieszkalnego oraz w pobliżu kościółka św. Piotra. Wyniki tych prac podsumowano w dwóch obszernych monografiach: jednej autorstwa Jadwigi Rauhutowej, która opracowała okres wczesnośredniowieczny, podczas gdy późniejsze czasy w kolejnej publikacji opisała Teresa Kiersnowska.

Z cmentarza znajdującego się w XII-XIII w. na dziedzińcu wydobyto kilkaset pochówków, których analiza znalazła się w publikacji przygotowanej przez Jadwigę Bronicką-Rauhut w 1998 roku.

 

W 1969 roku przeprowadzono też niewielkie wykopaliska na stanowisku 2 (wzgórze sąsiednie, na którym dziś znajduje się kościół parafialny i plebania), gdzie stwierdzono ślady wczesnośredniowiecznego podgrodzia. Archeolodzy wstępnie przebadali także trzecie, północne wzgórze zwane Kościeliskiem (stanowisko określane także jako Księża Góra lub Poświętne). Odkryto na nim ślady osadnictwa od VII wieku oraz groby

z cmentarzyska położonego wokół reliktów kościoła parafialnego (który stał tam do końca XVII w.). Badano też teren dzisiejszego Czerska, szczególnie rynek (stanowisko 4) dzięki czemu określono nie tylko charakter wczesnośredniowiecznego osadnictwa, ale także zasięg średniowiecznego miasta lokacyjnego.

 

Drugi etap badań Wzgórza Zamkowego, prowadzonych przez Zakład Epoki Metali Instytutu Historii Kultury Materialnej, rozpoczął się w 1974 roku i trwał dekadę. Początkowo kierownikiem całości był Witold Hensel, zaś pracami terenowymi kierowali Stanisław Suchodolski i Jadwiga Rauhut. W 1975 roku kierownictwo 

w terenie przejęła Jadwiga Rauhut. W skład ekspedycji w różnych okresach wchodzili: Jerzy Gaul, Urszula Kobylińska, Tadeusz Pawlicki, Teresa Rysiewska, Przemysław Urbańczyk i rysowniczki: Anna Tłomakowska, Sława Nowińska  i Barbara Dunajczyk.

W wyniku tych badań, skoncentrowanych w zachodniej, środkowej i południowej części dziedzińca zamkowego, odsłonięto wielometrowej głębokości nawarstwienia kulturowe. Dzięki temu ustalono kilkanaście faz użytkowania Wzgórza, na którym naprzemiennie chowano zmarłych, budowano osady otwarte i silnie umocnione grody, otoczone wałami drewniano-ziemnymi. Wyniki tych badań podsumowano w 2016 roku w zredagowanym przez Przemysława Urbańczyka X tomie serii „Origines Polonorum” pt.: „Czersk Wzgórze Zamkowe, badania 1974-1983”.

 

Archeologia w Czersku to nie tylko badania Wzgórza Zamkowego i sąsiadujących

z nim wzniesień. Na terenie dzisiejszego miasta odbywają się w miarę potrzeb nadzory archeologiczne, przynoszące kolejne interesujące informacje (m.in. badania Ryszarda Cendrowskiego). W latach 2008-2013 u stóp Wzgórza Zamkowego badano cmentarzysko tzw. kultury przeworskiej, na którym odkryto kilkadziesiąt bogatych pochówków oraz ślady obiektów tzw. kultury łużyckiej. Tymi badaniami z ramienia Państwowego Muzeum Archeologicznego kierowały Katarzyna Czarnecka oraz Katarzyna Watemborska.

 

Sensacją ostatnich lat stało się odkrycie w stawie, będącym pozostałością po starym wiślanym porcie, wraku szkuty z XV wieku. Przypadkowo znaleziony statek został przebadany archeologicznie przez ekipę pod kierownictwem Waldemara Ossowskiego z Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Szkuta została wydobyta w 2018 roku

i przekazana do konserwacji w Państwowym Muzeum Archeologicznym. Statek ten, służący do transportu zboża po Wiśle, dorównywał, a nawet przewyższał rozmiarami współczesne mu statki Kolumba. Drewniana szkuta zatonęła w wyniku jakiegoś wypadku, przechylając się na lewą burtę w obrębie portu przy czerskiej komorze celnej. Po konserwacji ma wrócić do Czerska, gdzie będzie eksponowana w specjalnie zbudowanym pawilonie wystawowym.

HISTORIA BADAŃ ZAMKU W CZERSKU

(XIX-XXI w.)

Przemysław Urbańczyk, archeolog, profesor zwyczajny w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN oraz Instytucie Archeologii UKSW, od 2017 roku dyrektor Polish Institute of Advanced Studies. Badacz wczesnych dziejów Polski, Europy Środkowej, Skandynawii i wysp północnego Atlantyku, a szczególnie początków państw terytorialnych, rozszerzania się chrześcijaństwa i procesów urbanizacyjnych. Zajmuje się także metodyką badań archeologicznych oraz historią archeologii. Autor ponad 400 publikacji, w tym 15 książek. Pełen biogram na www.urbanczyk.info.pl
 

Badania archeologiczne na Wzgórzu Zamkowym w Czersku rozpoczęły się w 1974 roku. Czy był Pan w ekipie od początku?
 

Kiedy zacząłem pracę na tym stanowisku był rok 1976, konsultantem wówczas był Stanisław Suchodolski, zaś formalnie w terenie kierowała pracami Jadwiga Rauhutowa. Głównym
zwierzchnikiem był Witold Hensel, który przebywał w Czersku bardzo często. Wtedy mieszkał w lokalnej szkole i codziennie zaglądał na stanowisko. Między innymi dzięki niemu udało mi się zmienić metodę kopania. Kiedy zacząłem badania, zastałem otwarte wykopy wzdłuż muru zachodniego, zagłębione na dobre 1,5 metra. Były eksplorowane bardzo tradycyjnie przez ponad rok – ziemia zbierana była płasko warstewka po warstewce przez pracowników fizycznych. Akurat ta metoda była niefortunna w tym miejscu, bo znajdowaliśmy się na skłonie wzgórza, i kiedy doszliśmy do horyzontu średniowiecznego, wszystkie warstwy opadały w kierunku zachodnim. Przy tradycyjnej eksploracji „horyzontalnej” nie było możliwe uchwycenie relacji stratygraficznych między warstwami. Pamiętać trzeba, że sytuację na stanowisku komplikowało wielokrotne przywożenie z zewnątrz ziemi, aby powiększyć powierzchnię wzgórza. Kopanie warstwami mechanicznymi było tu zupełnie nieprzydatne, mogliśmy stracić wiele cennych informacji. Zaproponowałem kopanie warstwami naturalnymi, co spowodowało delikatnie mówiąc poważne kontrowersje wśród członków ekipy. Na szczęście interweniował profesor Hensel, co pamiętam doskonale, był to bowiem jeden z nielicznych momentów, kiedy zszedł po drabinie na sam dół głębokiego już wówczas wykopu. Wskazując skomplikowaną stratygrafię, wytłumaczyłem mu swoją decyzję, na co usłyszałem: „tak robić, bardzo dobrze”. Dzięki temu udało się tyle warstw wyróżnić i jakoś je sensownie skorelować. Metodą warstw naturalnych kopaliśmy już do samego końca.
Nacisk na metodę stratygraficzną okazał się słuszny, bo nie ma chyba innej metody na kopanie tak trudnego stanowiska i wydaje mi się, że to udowodniliśmy.

 

Przez kilka lat badań ekspedycja musiała zmagać się z rozmaitymi trudnościami.

Nie tylko dotyczącymi spraw naukowych, ale także codziennych, bytowych.

 

Wykopy w części zachodniej okazały się najtrudniejsze, byliśmy bowiem już na skraju pierwotnego cypla skarpy wiślanej, gdzie było ponad 5 metrów nawarstwień. To wszystko było zabezpieczane drewnianym szalowaniem rozpartym belkami. Praca w tych warunkach była bardzo trudna. Początkowo kopaliśmy ćwiartkami ara (5x5 metrów), a pomiędzy nimi utrzymywaliśmy tzw. świadki profilowe o szerokości pół metra. Pozwalało to sprawnie kontrolować układ nawarstwień, ale wykopy robiły się coraz głębsze. Pewnego dnia jeden ze świadków zawalił się w trakcie wykonywania dokumentacji rysunkowej. Na szczęście rysowniczka siedziała pod przeciwną ścianą i ziemia zasypała jej jedynie nogi. Od tego czasu nie robiliśmy świadków, co miało tę zaletę, że otrzymaliśmy prawie wykop szerokopłaszczyznowy o wymiarach 5x20 metrów. W płd.-zach. narożniku nie przebadaliśmy nawarstwień do końca, ponieważ trafiliśmy na ślady tzw. osuwiska obrotowego - kiedyś ta część wzgórza po prostu zjechała w dół, skarpa osunęła się, a powstałą wyrwę zasypano luźną ziemią. Skoro struktura w tamtej części wzgórza była niestabilna, przerwaliśmy badanie tego odcinka, bo było to zbyt niebezpieczne.
 

Pogoda w Polsce jest dosyć kapryśna, gdy gwałtowne deszcze zalewały nam wykopy, podjęto decyzję o ich zadaszeniu płytami falistymi. Te z kolei zrywały nam wichury. Praca

w upały pod nimi także nie była łatwa. Wykop mający kilka metrów głębokości to trudności logistyczne także innego typu - przecież całą tę ziemię trzeba było wynieść na zewnątrz.

Na szczęście profesor Hensel wiedział, że musimy to stanowisko porządnie zbadać, a nie były to badania ratownicze.
 

Mieliśmy więc czas, żeby dokładnie przebadać stratygrafię, obiekty i zabytki. W sumie spędziłem tam 8 lat. To była dobra szkoła kopania, którą przeszło kilkanaście osób, studentów, którzy są teraz doktorami i profesorami. Kiedy tam przyjechałem, na środku dziedzińca stał barak z bloczków tzw. suporeksu, w którym było kilka pokoi mieszkalnych, miejsce do pracy i magazyn. Na zewnątrz był jeden kran, a toaleta, w postaci sławojki, daleko przy samym wejściu do zamku. Tak pracowaliśmy dwa lata. Później wynajmowaliśmy pokoje we wsi, a na samym końcu mieszkaliśmy w wieży bramnej. To akurat było bardzo sympatyczne.
 

Trzeba pamiętać, że to był koniec lat siedemdziesiątych, czyli PRL w okresie upadku, w sklepach nie było prawie nic. Sami sobie gotowaliśmy, a profesor Hensel jakimś cudem załatwił we władzach powiatu, że raz na tydzień mogliśmy pojechać do rzeźni miejskiej w Górze Kalwarii. To było szokujące przeżycie. W kraju, w którym półki sklepowe świecą pustkami,

a zdobycie jakiegokolwiek produktu to karkołomny problem, nagle wchodzi się do magazynu czy wędzarni, gdzie znajdują się tony mięsa, kiełbas, szynek... Mam gdzieś zdjęcie z takimi wielkimi schabami, bo to było coś niewiarygodnego. Tego przeciętny człowiek na żywo nie widywał. Mimo wszystko ciepło wspominam tamte czasy, bo to było bardzo ciekawe doświadczenie.

 

W obliczu planowanej konserwacji murów i mostu zamkowego, nasuwa się pytanie – czy znana nam droga na Wzgórze Zamkowe biegła tędy od samego początku?
 

Początkowo wjeżdżano dokładnie z przeciwnej strony, od zachodu. W czasie wykopalisk znaleźliśmy pozostałości po dużej, drewnianej konstrukcji, interpretowałem ją jako bramę,
chociaż nie jest wykluczone, że był to okazały, reprezentacyjny dom. Mimo wszystko wjazd bym lokalizował od zachodu – prowadziłby dzisiejszą ulicą Podzamcze. Był to wówczas łagodny podjazd. Nie wiemy dokładnie kiedy, ale pierwotny cypel skarpy wiślanej został odcięty od północy suchą fosą, aby zapewnić mieszkańcom wzgórza większe bezpieczeństwo. Prawdopodobnie w trakcie budowy zamku odwrócono kierunek wjazdu, aby przebiegał górą jak to jest i dzisiaj. Prawdopodobnie podnoszony most nad fosą gwarantował lepszą kontrolę nad przybyszami. Są to jednak kwestie wymagające dodatkowych badań.

 

Archeologa kopiącego stanowisko wielowarstwowe w zasadzie nic nie powinno zaskoczyć, bo musi być do tego dobrze przygotowany. Chociaż skromne, ale wcześniejsze badania oraz źródła pisane w jakiś sposób wskazują, na co można trafić, czego się spodziewać. Czy coś Pana jednak zaskoczyło?

 

Specyficzne położenie Wzgórza było atrakcyjne dla człowieka sprzed wieków, dlatego spodziewaliśmy się zarówno osadnictwa starożytnego, jak i z okresów późniejszych.
Zaskoczeniem był np. zasięg nekropolii średniowiecznej - ogromne cmentarzysko służyło we wczesnym średniowieczu mieszkańcom okolicznych wsi, nie tylko najbliższym osadom.
Pochowano na nim co najmniej 800 osób, bo tyle znaleźliśmy czaszek. Część szkieletów pozostała pod ziemią.

 

Czersk był ważnym ośrodkiem i można było się spodziewać pozyskania ciekawych zabytków, zarówno wytworzonych lokalnie jak

i importowanych. Były tu jakieś niespodzianki? Badali Państwo wielofazowe stanowisko, w tym ogromne cmentarzysko.
 

Tak, ale to było cmentarzysko chrześcijańskie, więc wyposażenie zmarłych było stosunkowo skromne. Oczywiście na tym tle wyróżnia się grób wielmoży, zwanego „kasztelanem”. Miecz, grot włóczni, wiaderko, metalowe misy, łańcuch i złoty pierścień. To zdecydowanie dużo, tym bardziej, że złoto jest naprawdę rzadkością na ziemiach słowiańskich. To musiał być ktoś ważny. Interesujący jest także pion warcabowy, który jest na okładce publikacji wyników wykopalisk – jest to X tom serii „Origines Polonorum”. Reszta znalezisk nie odbiega od innych inwentarzy osad z tego okresu. Ciekawostką jest to, że lokalni wytwórcy wykorzystywali ciosy wapienne, pozostałe po zniszczeniu pierwszego kościółka, do wykonywania rozmaitych przedmiotów codziennego użytku, na przykład form odlewniczych.

 

Badania archeologiczne trwały kilka lat, ale przecież w międzyczasie mamy trudne dla Polski momenty, jak stan wojenny. Nie przerwaliśmy badań w stanie wojennym.

 

W ramach ogólnopolskiego strajku w 1981 roku wyszliśmy z wykopów na dwie godziny, co doprowadziło do furii naszych zwierzchników. Uczciwie jednak odpracowaliśmy te dwie godziny, zostając na stanowisku tego dnia do 18:00. A na Rynku w Czersku na płocie znajdowało się jedno z ciekawszych haseł, jakie widziałem w tej trudnej sytuacji – mianowicie dużymi czarnymi literami wypisano „Żądamy chleba i władzy prawdziwej”.
 

Wiosną 1982 roku, a więc w trakcie trwającego stanu wojennego, przyjechaliśmy do Czerska z Bogdanem Lichym i Zbigniewem Kobylińskim, żeby przygotować kolejny sezon wykopaliskowy. Na zamku znaleźliśmy zdechłą wronę i w ramach takiego młodzieńczego żartu przygotowaliśmy makabryczną aranżację - z grubego sznura zrobiliśmy pętlę

i powiesiłem tę martwą wronę nad bramą wjazdową zamku, na haku, wykorzystując jakąś porzuconą drabinę. Na nasze szczęście wyszliśmy z zamku przez dziurę w płocie, przez tę uliczkę od zachodu, żeby coś jeszcze sprawdzić. Kiedy wróciliśmy, wchodząc od frontu, wrony już nie było. Strażnik, Pan Jakubiuk powiedział, że przyjechał patrol wojskowy

z garnizonu w Górze Kalwarii na rutynową kontrolę, aby sprawdzić czy jacyś „kontrrewolucjoniści” nie ukrywają się na zamku. Oczywiście domagali się, żeby strażnik zdradził, kto dokonał tej prowokacji, kto powiesił martwą wronę, ale ten powiedział, że to jacyś chuligani. Gdyby nas wskazał, skończyłoby się to dla nas raczej źle, bo przecież była to jednoznaczna aluzja do WRON-u, tj. Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która wówczas rządziła Polską.


Czy badaliście sąsiednie wzgórza?


Były wykopy na Księżej Górze, ale niewiele wykazały, zlokalizowaliśmy głównie jamy o nieokreślonych funkcjach. Otworzyłem wykop przy drodze Wareckiej, ale nie natrafiłem na ślady osadnictwa. Jeden wykop zlokalizowałem na rynku, ale akurat było bardzo gorące lato i glina zamieniła się w skałę i fizycznie nie byliśmy w stanie skończyć eksploracji. Miejsc do badania przez archeologów jest jeszcze mnóstwo. Czersk ma długi rodowód, i wiele kwestii wymaga wyjaśnienia. Jak chociażby to, kiedy tak naprawdę Wisła odsunęła się od Wzgórza. Nie będzie to możliwe bez przeprowadzenia prac geologicznych. Najlepszym dowodem, że w średniowieczu jednak rzeka płynęła tuż przy Czersku jest szkuta wiślana, jednostka służąca do transportu zboża. Znaleziono ją w małym stawie rybnym lokalnego gospodarza. Patrząc z góry my widzieliśmy to małe oczko wodne, w którym nikt się nie spodziewał takiego obiektu. A tymczasem szkuta była pod samym zamkiem, więc oczywiście rzeka tam płynęła, a przynajmniej znajdowała się jakaś odnoga lub port. Szkuta była jednostką znacznych rozmiarów - wielkości niemal statków Kolumba, zresztą im też współczesna. Jezioro Czerskie, pozostałość po korycie rzecznym Wisły, jest bardzo głębokie.

W tych głębinach mogą się jeszcze kryć prawdziwe skarby, i aż się prosi zorganizowanie badań podwodnych. Wciąż nie wiemy, czy faktycznie Czersk upadł na skutek odsunięcia się Wisły, czy była to jednak decyzja polityczna.
 

Ile czasu zajęło przygotowanie ostatniej publikacji, która zawiera przecież zarówno wyniki wykopalisk, nową interpretację dokumentacji

i wcześniejszych spostrzeżeń, zbiera wzmianki od czasów najdawniejszych do nowożytności? „Czersk – Wzgórze Zamkowe. Badania

w latach 1974-1983” to monografia pod Pana Profesora redakcją, wydano ją w 2016 roku, stanowi X tom serii „Origines Polonorum”.
 

Skończyliśmy badania w 1983 roku. Najtrudniejsze było zrobienie stratygrafii. Opracowywałem ją kilka lat, pierwszy raz opublikowałem w 1988 roku w „Kwartalniku Historii Kultury Materialnej”, wprowadzając kilkanaście faz użytkowania Wzgórza Zamkowego, które do tej pory mają rację bytu. Prace nad całościową publikacją musiały chwilę poczekać, bo materiały trafiły do magazynów, a ekspedycja się rozproszyła. Był to problem dotyczący większości dużych ekspedycji wykopaliskowych – szczególnie tych związanych z tak zwanym programem badań „milenijnych” w latach 1950. i 1960. Stąd pomysł by powstała seria „Origines Polonorum”, dzięki której zostały opublikowane wyniki badań w najważniejszych ośrodkach wczesnośredniowiecznej Polski, w tym również w Czersku. Te informacje muszą być upowszechniane, a dzięki postępowi nauki – uzupełnione o najnowocześniejsze analizy.


Stanowisko na Wzgórzu Zamkowym przekopano skrupulatnie. Czy jest jeszcze coś, co można zbadać, zweryfikować, wyjaśnić?
 

Pierwsze co zasługuje na badania, to fundamenty kościoła św. Piotra, dziś w postaci zagłębienia na środku dziedzińca, ogrodzone łańcuchem. To co widać, to bardzo luźna rekonstrukcja, a nikt już chyba nie pamięta, na jakiej podstawie zrobiona. Aż się prosi, aby tam przeprowadzić nieduże wykopaliska, dojść do fundamentów, uchwycić stratygrafię, która może gdzieś się tam zachowała. Powinno się to wyjaśnić do końca i zaznaczyć właściwy kształt kościoła na powierzchni - w postaci murku lub innego zarysu. Myślę, że pomogłoby to gospodarzom Zamku, bo ta dzisiejsza „dziura w ziemi” jest po prostu niebezpieczna. Druga sprawa to legenda o słynnym skarbie królowej Bony, która ponoć na zamku schowała część swojego ogromnego majątku. Mieszkańcy Czerska byli przekonani, że my właśnie szukamy tego złota królowej Bony. Niektórzy prowadzili nawet własne poszukiwania. Patrząc na łuki mostu, na tę część bliżej bramy, można zauważyć w fundamencie małą arkadkę. Ma ona charakter konstrukcyjny albo ozdobny. Właśnie w tym miejscu w nocy ktoś kopał, próbując znaleźć stare, żelazne drzwi, które ktoś kiedyś podobno widział. Drzwi oczywiście stanowić miały wejście do lochów z ukrytymi skarbami. Drugi tunel prowadzić miał z zamku pod jeziorem - wszystkie chyba zamki mają legendę o tajemniczym, ucieczkowym tunelu.
 

Wracając do królowej Bony – nie sądzę, że kazałaby w Czersku zakopać swoje skarby, wszystko wywiozła do Italii. Legenda o ukryciu złota w studni ma jeden mocny punkt.

My znaleźliśmy tę zamkową studnię, jej położenia jednak nie zdradzamy. Wiadomo, że każda studnia jest pułapką na przedmioty, które wpadają do niej przypadkiem. Wiemy, że w jej wnętrzu może być interesująca stratygrafia, mająca nawet kilkanaście metrów głębokości i bardzo dużo ciekawych znalezisk. Nie próbowaliśmy jej kopać - doszliśmy jedynie do górnej części. Przebadanie studni wymaga zabezpieczenia górniczego. Inną „pułapką na zabytki” była wieża południowa, więzienna. W jej wypełnisku znaleziono liczne drobne przedmioty, numizmaty i ceramikę oraz, ku zaskoczeniu badaczy, na poziomie calca, ślady po cmentarzysku tzw. kultury pomorskiej.
 

Dziękuję za tę archeologiczną opowieść, mam nadzieję, że uda się Panu Profesorowi dopisać do czerskich wykopalisk kolejne rozdziały.
 

To już chyba zadanie dla młodszej generacji archeologów!

OKIEM ARCHEOLOGA

WYWIAD Z PROFESOREM PRZEMYSŁAWEM URBAŃCZYKIEM

ROZMAWIA MAŁGORZATA KORYCIŃSKA

Literatura do dziejów Czerska – wybrane pozycje
Opracowała Małgorzata Korycińska


Przemysław Urbańczyk, Maciej Trzeciecki (red), Czersk - Wzgórze Zamkowe, badania w latach 1974- 1983, seria „Origines Polonorum” (red. serii Przemysław Urbańczyk), tom X, Warszawa, 2016


Jadwiga Rauhutowa, Stanisław Suchodolski, Czersk we wczesnym średniowieczu, w: Studia i Materiały do dziejów Piaseczna i powiatu piaseczyńskiego, (red.) Włodzimierz Antoniewicz, 1973, s.189-203


Jadwiga Rauhutowa, Czersk we wczesnym średniowieczu od VI do XII wieku, Wrocław, 1976. Antoni Karczewski, Konserwacja ruin zamku czerskiego, w: Ochrona Zabytków sztuki T.1, z.4, 1930-1931, s.207-211
 

Antoni Karczewski, Nowe wykopaliska ceramiczne w obrębie zamku czerskiego, w: Studia do dziejów sztuki w Polsce, T.1, 1929, s.116-117


Teresa Kiersnowska, Czersk w XIII i XIV wieku. Ośrodek władzy książęcej na południowym Mazowszu, Warszawa, 1986


Przemysław Urbańczyk, Stratygraficzna opowieść o grodzie w Czersku, w: Grody średniowiecznego Mazowsza. Księga poświęcona pamięci Marka Dulinicza (red.) Małgorzata Krasna-Korycińska, Magdalena Żurek, Archaeologica Hereditas, 2015, s. 201-205.
 

Tadeusz Zagrodzki, Czersk. Zamek i miasto historyczne, Warszawa, 1996
 

Grzegorz Kalwarczyk, Dekanat czerski w archidiecezji warszawskiej, Warszawa, 2000
 

Leszek Paweł Słupecki, Jacek Soszyński, Dwie lokacje miasta Czerska w XIV wieku, w: Wschodni Rocznik Humanistyczny, T.3, 2006, s.335-342
 

Małgorzata Wilska, Książę Janusz Starszy, Warszawa, 1987
 

Agnieszka Teterycz-Puzio, Postawa przedstawicieli elity mazowieckiej i małopolskiej wobec polityki Konrada Mazowieckiego, w: Słupskie Studia Historyczne 10, 2003, s.15-29
 

Agnieszka Teterycz-Puzio, Polityka Konrada Mazowieckiego wobec możnowładztwa, w: Słupskie Studia Historyczne 15, 2009, s.45-60
 

Agnieszka Teterycz-Puzio, Książęta mazowieccy wobec państwa litewskiego w XIII w. - walka czy współpraca? w: Zapiski Historyczne, T.LXXV, z.1, 2010, s.8-29
 

Urszula Celińska, Działalność gospodarcza i kulturowa książąt mazowieckich Janusza I Starszego oraz Siemowita IV, w: Saeculum Christianum, 21, 2014 r., s.81-92
 

Piotr Lasek, Zamki mazowieckie a architektura zakonu krzyżackiego. Rekapitulacja, w: Archeologia Historica Polona, T.26, 2018, s.71-99
 

Małgorzata Wilska, Miasto a dwór w XV wieku, w: Rocznik Mazowiecki 13, 2001, s.147-161
 

Wojciech J. Górczyk, Ślady recepcji legend arturiańskich w heraldyce Piastów czerskich i kronikach polskich, w: Kultura i Historia, z.17, 2010
 

Zbisław Michniewicz, O wyobrażeniu smoka na pieczęciach, monetach i w heraldyce Piastów, w: Wiadomości Numizmatyczne, IV, 1960, s. 49-62.
 

Janusz Skodlarski, Wcielenia Bony Sforza d’Aragona (1494-1557), w: Annales, Etyka w życiu gospodarczym 9/2, 2006, s.115-122
 

Dorota Nalepka, Renesansowe ogrody królewskie na Wawelu. Palinologiczne badania ogrodów na górnym tarasie, w: Architektura, z.19, R.109, 2012, s. 39-43.

LITERATURA

1109

1410

1556

1656

2020

Oś czasu

Wydarzenia

Historia
w pigułce

WSPÓŁCZESNOŚĆ

 

HISTORIA BADAŃ ZAMKU

WYWIAD

Z PROFESOREM 

PRZEMYSŁAWEM

URBAŃCZYKIEM

Aktualny stan zamku. Wieża Bramna i Wieża Południowa (Więzienna) dostępne są dla zwiedzających. W komnatach Wieży Bramnej można zobaczyć rekonstrukcję komnaty kasztelana oraz komnaty tronowej. Po środku dziedzińca znajduje się zagłębienie z reliktami pierwszego romańskiego kościoła.

 

Wszystkie makiety powstały na bazie dostępnych opracowań naukowych, wyników prac archeologicznych, zachowanej ikonografii oraz dostępnych źródeł z epoki i starają się obrazować aktualny stan wiedzy na temat dziejów Czerska.

 

REKONSTRUKCJA 3D

Pokaż mapę

Ukryj mapę

MAPA

TAPETY

Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury

w ramach Programu "Kultura w sieci"

Zrealizowano przez Ośrodek Kultury w Górze Kalwarii